Czuję oddech Twój
Na mym ciele
I dreszcz emocji
Co daje mi nadzieje
Czy to jest jawa
Czy to sen
Czy to jest prawda
Czy też nie
Mam tylko jedną
Prośbę, jedno marzenie
Obejmij mnie
Chce odejść w zapomnienie
Chce byś całował
Czule i delikatnie
Usta me
Chce byś był blisko
Byś kochał mnie
Ten zimny dreszcz
Na dłoniach mych
Chce żeby trwał
Żeby nie znikł
Chce dotyk dłoni
Twoich czuc
Chce żebyś był blisko
Żebyś był tu
I w tym uscisku
Mocno spleceni
Będziemy sadzić i trwac
Do siebie przytuleni
Lecz z rannym słoncem,
Wszystko się zmienia
Piękny czar pryska
Zostaja wspomnienia.
Nie wiem co robić.
Rozpisałabym się jak zawsze, ale nie mam siły, a i tak każdy czytający uznałby mnie za idiotkę.
Faktem jest, że egzystuję jak pierwsza lepsza krowa. Siedzę owinięta w kołdrę, od dwóch godzin ustawicznie płaczę, szlocham i pochlipuję i wyrzucam chusteczki na dywan.
I tylko na to mam ochotę. Nawet nie chce mi się włączyć disco polo.
Teoretycznie mam też ochotę uknuć 1oo teorii spiskowych, 24 plany dla dziewczyn do wykonania w mym zastępstwie, a jak wrócę do szkoły wyzwać go na solo i tak dołożyć, żeby mi Starbuck pozazdrościła umiejętności bokserskich.
Ale nie mam na to siły, bo to o niego chodzi, a nie o pierwszego sadzonki winorośli lepszego. A poza tym mam ku temu tylko jeden sensowny powód do zaakceptowania przez normalnych ludzi. Bardzo poważny powód, ale aktualnie mam wszystko w dupie.